Gdzieś mniej więcej w okolicach końca 2016 roku padł mi mój ulubiony, jak do tej pory laptop. Nie używałem systemu Windows od…hmm prawie 5 lat już. Nie uważam, że system Microsoftu jest całkiem zły – tak wyszło. Kiedyś jak jeszcze miałem czas na gry i chciało mi się grzebać, naprawiać czy przeinstalowywać system – po prostu nie myślałem o zakupie sprzętu Apple.

Słowo klucz – gry. Kiedyś po porostu miałem je zainstalowane na kompie, a przecież wiadomo że większość fajnych tytułów nie była grywalna na innych systemach – albo trzeba było się nakombinować. Teraz, jeśli chodzi o gry nie ma już z tym takiego problemu. Oczywiście pro gamerzy grają na pro sprzęcie, ale dla moich potrzeb wystarcza konsola – jaki mam sprzęt i dlaczego? To temat na kolejny post.

W latach 2013-2014 skasowałem zupełnie Windowsa z komputera i zacząłem regularnie korzystać tylko z Linuxa (Ubuntu).

Była to ciekawa przygoda, nie powiem. Dużo się nauczyłem o Unixowych systemach – może nie tyle, ażeby bez problemu administrować serwerami, ale w momencie w którym zaczynałem uczyć się programowania – Linux okazał się dużo lepszym rozwiązaniem niż Windows. Nie wiem, może teraz gdy bardziej dostępna i – podobno – rozbudowana jest opcja terminala w Windows, z Windows jest już lepiej? Nie kusi mnie jednak, przynajmniej na razie ponowna przesiadka na system Windows.

Rok 2016, ostatni kwartał… Pada mi laptop… Co kupić?

Szukałem, szukałem i choć nigdy wcześniej na poważnie nie planowałem, to zupełnie nagle i nie spodziewanie przyszło mi do głowy – spróbuję Macbooka. Jeszcze szybka rozkminka – Air czy Pro i padło na Pro. To była decyzja przełomowa.

Wcześnie nie byłem może zagorzałym przeciwnikiem Apple – po za tym, że cena sprzętu była kilkakrotnie wyższa od ceny innych sprzętów – często mogło by się wydawać – lub tak rzeczywiście było – sprzętów lepszych. Nie byłem też zwolennikiem Apple „za wszelką cenę i jedynie słusznego sprzętu”.
Dzisiaj, z perspektywy już prawie 2 lat z moim Macbookiem Pro, mogę moje odczucia streścić do właściwie jednego zdania:

„kurde Apple, gdzie byłeś całe moje życie!”

Ok, może do fanboya mi jeszcze trochę brakuje. Nie polecam sprzętu wszystkim i to nawet nie ze względu na cenę. Ale polecam ten sprzęt każdemu, kto a) chce mieć stabilnie działający laptop – długo po jego zakupie, b) zajmuje się grafiką, muzyką lub video, c) lubi nowe rzeczy, ale nie koniecznie chce je kupować przy każdej premierze, d)programuje, e)potrzebuje dobrze zoptymalizowanej baterii, która wytrzyma spokojnie parę godzin pracy, f) szuka fajnego i stabilnego sprzętu, który po prostu działa.

Ad. a). Sprzęt po prostu działa. Nie zawiesza się, nie muli. System nie rozrasta się samoistnie i nie zabiera coraz większej przestrzeni na dysku – przynajmniej nie tyle, że jest to w jakiś sposób inwazyjne i wymaga reinstalacji co 6 miesięcy. Chociaż nie wiem jak to teraz dokładnie jest z Windowsem, ale ja to tak właśnie pamietam.

Ad. b). Jeśli zajmujesz się video, muzyką lub grafiką, to właściwie masz wszystko co niezbędne do tworzenia „out of the box”. No może poza sensownym programem do pracy z grafiką – tu raczej trzeba pomyśleć nad zakupem jakiejś konkretnej aplikacji. Jednak Garage Band – jako podstawowe narzędzie do tworzenia muzyki czy podcastów, przynajmniej na początku jest całkiem w porządku. iMovie do obróbki video też całkiem nieźle daje radę. Oczywiście jeśli profesjonalnie zajmujesz się tworzeniem contentu, to zainwestujesz zapewne w profesjonalne oprogramowanie. Do podstawowych zadań wystarczy jednak to co dostajesz out of the box.

Ad. c). Jeśli lubisz nowe rzeczy, to nie zawsze oznacza to kupienie nowych. Z Apple bywa różnie, ale jedna rzecz podoba mi się wybitnie, są to aktualizacje systemu do najnowszej jego wersji zaraz po premierze, które są do tego darmowe. Wystarczy, że raz kupisz sprzęt i do momentu kiedy to będzie on zupełnie stary i przestanie być używalny – będziesz mógł za darmo aktualizować MacOS.
MacOS, jak już zdążyłem się przekonać, to stabilnie działający system operacyjny. Ma wbudowanych dużo przydatnych aplikacji – jeśli czegoś nie ma – to zapewne jest na to rozwiązanie w sklepie z aplikacjami. Co prawda nie zawsze jest to tanie rozwiązanie, ale jest. Istnieją też na prawdę fajne alternatywy – jeśli nie chcesz zbankrutować. Jedną z takich alternatyw jest SetApp – to serwis, bez którego nie jestem w stanie sobie teraz wyobrazić funkcjonowania. Dobra alternatywa dla „przydrogiego AppStore”. Więcej o SetApp znajdziesz tutaj.

Ad. d). Jeśli programujesz – oczywiście, zależy to od wielu czynników – Macbook ma środowisko programistyczne również niemal, że „out of the box”. Większość programowania które robię ja, jestem w stanie bez problemu wykonać na Macu. Na MacOS istnieje też sporo aplikacji „ułatwiających” programowanie, jeśli nie do końca czujesz się jeszcze pro i nie robisz wszystkiego w konsoli, tak sprawnie jak byś tego chciał – lub po prostu nie potrzebujesz do wszystkiego pisać swoich osobistych skryptów. Ja nie jestem – i pewnie nigdy nie będę – mistrzem kodowania i wydaje mi się, że na MacOS cały proces nauki i wykonania jest „jakoś tak” łatwiejszy niż na Linuxie – nie wiem jak to wygląda na Windows, na którym nie programowałem wcale. Praktycznie wszystkie tutoriale, z którymi miałem styczność są na MacOS. O tym z czego i jak korzystam w mojej pracy – napisze w kolejnym poście.

Ad. e). Bateria. Nie ma co się oszukiwać – z mojego doświadczenia z innymi laptopami i ich producentami wynika, że nic Macbooka nie jest w stanie przebić. Na innych laptopach nie udało mi się pobić rekordu 2 godzin na baterii – nie wykluczam, że to się zmieniło. Jednak na Macbooku mogę czasem zapomnieć o ładowarce na kilka dobrych godzin. Internet, programowanie i odpalone kilka aplikacje dają mi od 3 do 5 godzin na baterii. Przy mniej wymagających aplikacjach i zadaniach – jak na przykład pisanie tekstów – myślę, że dociągnięcie do 7-9 godzin było by zupełnie prawdopodobne. Choć przyznam szczerze, że specjalnych testów na wytrzymałość baterii nie robiłem – po prostu pracuje i używam laptopa na codzień i jestem z tej pracy zadowolony. Kiedyś brak ładowarki przyprawiał mnie o dreszcze. Dziś parę godzin pracy bez kabla jest częste i bezstresowe. Nawet jak zapomnę ładowarki, jest szansa, że ktoś ją będzie miał i pożyczy na chwilkę – różnie to bywa z „pasującymi” ładowarkami przy innych laptopach.

Ad. f). Ten sprzęt po prostu działa, po prostu prosto z pudełka – nie trzeba go jakoś specjalnie konfigurować – choć ja to akurat lubię i potrafię spędzić sporo czasu na optymalizacji i personalizacji do swoich potrzeb – żeby mi się fajnie pracowało. Track pad to również jeden z najfajniejszych „dotykowców” z jakimi przyszło mi pracować.

Podsumowując plusy.

Jest ich dużo więcej niż powyższe, ale nie o to chodzi, żeby robić recenzję sprzętu. Dlatego napisałem tylko o najważniejszych dla mnie rzeczach, które sprawiają, że praca na Macbooku z MacOS jest po prostu przyjemnością a nie pasmem udręk i frustracji, jak to bywało wcześniej z innymi sprzętami i systemami operacyjnymi.

Czy Macbook ma jakieś minusy?

Ależ oczywiście.
Pierwszym minusem są porty Thunderbolt 2 – które są 2. Szczerze, to nie wiem do czego się one mogą przydać. Przejściówki są koszmarnie drogie, a w tym momencie kiedy w najnowszych Macbookach zapanował port Thunderbolt 3 (? czyli USB-c), jest jeszcze gorzej – są one już prawie niedostępne. Tak właściwie to bardziej przydałby mi się dodatkowy port USB zamiast tych dwóch „dziwnych dziurek”, które będą zapewne bezużyteczne do końca żywota sprzętu.

Drugim minusem, może być brak możliwości rozbudowy pamięć. Tyle ile RAMu kupisz z laptopem tyle zostanie z tobą do końca. Podobnie z dyskiem SSD – czasami lepiej zainwestować troszkę więcej i wziąć te 512 zamiast 256 GB. Ja kupiłem średnią półkę 8RAM/256GB SSD – wiem, że mi kiedyś zabraknie i jednego i drugiego, ale jak na razie nie jest źle – właściwie to nie odczuwam w zasadzie żadnych spowolnień, zawiech czy przestojów.
Problem z dyskiem rozwiązał się – poniekąd – w momencie kiedy kupiłem serwer NAS – o tym pewnie powstanie dodatkowy post, gdyż temat jest tego warty. Dodatkowo podpiąłem poprzez USB dodatkowy dysk SSD. Nie jest to oczywiście idealne rozwiazanie – jest to mało mobilne – ogólnie jednak sprawdza się dość dobrze w moim przypadku. RAM – niestety, tyle ile firma wlutowała, tyle zostanie już do końca i będę musiał z tym żyć.

Trzeci minusem, który jednak daje się odczuć, jest mała kompatybilność systemu plików. Nie łatwym procesem jest przenoszenie plików pomiędzy systemem z Windows a MacOS, za pomocą na przykład pendrive. Tu niezawodnym rozwiązaniem jest dysk w chmurze, który w jakiś sposób eliminuje te niedogodności, choć nie jest to oczywiście rozwiązanie idealne.

Hmm – szukałem jeszcze innych minusów, ale właściwie, to nic więcej mi jakoś strasznie nie przeszkadza w tym sprzęcie. Na pewno jakieś minusy jeszcze są – znasz jakieś, napisz o nich w komentarzach. Myślę, że po prostu jeszcze mnie nic nie zdenerwowało na tyle, na ile denerwowały mnie rożne rzeczy w innych systemach lub w innych sprzętach, który miałem. Nie wykluczam, że pewnego pięknego dnia coś takiego niespodziewanie mnie zaatakuje. Wydaje mi się jednak, że dzięki sprawnemu systemowi kopii zapasowych w najgorszym wypadku będę jedynie musiał wymienić sprzęt na nowy. Sobie i wam właśnie tego życzę – żebyśmy nigdy nie musieli tracić wartościowych danych.

Podsumowanie.

Spróbowałem MacOS i… nie wyobrażam sobie obecnie innego laptopa do pracy niż Macbook. I to by było na tyle ;).
/pic: Photo by Jelle van Leest