Konfigurowałem właśnie mojego nowego, pierwszego Macbooka i jak to u mnie bywa ze świeżym systemem – trzeba było znaleźć i zainstalować odpowiednie oprogramowanie, które ma za zadanie ułatwić lub usprawnić mi pracę.
Pierwsze co zrobiłem to oczywiście udałem się do AppStore i tam szukałem potrzebnych mi aplikacji. Kupiłem z bólem serca kilka niezbędnych programów – z bólem ponieważ właśnie wydałem znaczną kwotę na nowy sprzęt. Ale soft do obróbki grafiki był mi raczej niezbędny. Wybrałem Pixelmator. Do niedawna nawet nie żałowałem swoich pierwszych decyzji zakupowych, ale całkiem niedawno coś we mnie pękło i świat twardej ekonomii po raz kolejny pokazał mi środkowy palec.

Pomyslałem, że przecież muszą być jakieś alternatywy dla AppStore?

Czy nie można kupić aplikacji bezpośrednio ze stron producentów? Jak szukać dobrych i w miarę tanich alternatyw dla drogiego oprogramowania – jeśli się, tak na prawdę nie potrzebuje tych pro? Udało mi się znaleźć kilka takich aplikacji, których licencja bezpośrednio od producenta była czasami nawet troszkę tańsza niż to co oferował oficjalny Apple AppStore. Czasami producenci na swoich stronach umieszczają tą samą aplikacje, która jest w AppStore ale w cenie niższej o marżę Apple – dlatego warto czasami sprawdzić stronę producenta, szczególnie przy zakupie tych droższych aplikacji.
Ciągle jednak czułem pewien niedosyt i po głowie chodziła mi pewna myśl… Czegoś mi jeszcze brakowało. W sumie przyzwyczaiłem się do braku programu antywirusowego w Linux – choć firewall oczywiście miałem. Ale czy MacOs jest bezpiecznym systemem? Jak dobrze usuwać nieużywane oprogramowanie? Jak czyścić system ze śmieci? Troszkę poczytałem, ale nadal nie miałem pojęcia, która opcja sprawdzi się w moim przypadku najlepiej. Wtedy kolega polecił mi aplikacje CleanMyMac – i to okazało się strzałem w dziesiątkę! Jest to bardzo fajny kombajn za pomocą którego w łatwy sposób można pozbyć się śmieci z systemu. Aplikacja ta ma dodatkowo kilka ciekawych opcji, ale to temat na oddzielne review.
W międzyczasie okazało się że firma odpowiedzialna za tą aplikacje do „trzymania porządku” robi coś znacznie ciekawszego.

Odkryłem SetApp

To był moment przełomowy, dzięki któremu dzisiaj w zasadzie nie potrzebuje nawet zaglądać do AppStore. Dlaczego? SetApp daje mi dostęp do sprawdzonych – często dość kosztownych w przypadku kupna każdej z tych aplikacji oddzielnie – aplikacji w modelu SaaS, czyli w modelu abonamentowym.
Sama aplikacja Ulysses, którą uważam za jedną z lepszych aplikacji służących do pisania tekstów, która to notabene także jest sprzedawana w modelu abonamentowych w którym kosztuje $4.99 – lub 4.99 euro – miesięcznie, jest dostępna w abonamencie SetApp.
To oczywiście nie wszystko. Za niecałe 10 dolarów (dokładnie to $9.99 + 23% VAT – około $2.30 = $12.29. Uwaga: jeśli prowadzisz firmę i płacisz VAT to jedyne co będziesz musiał zapłacić to $9.99) miesięcznie otrzymasz dostęp do ponad 100 aplikacji w pełnych wersjach, takich jak miedzy innymi: CleanMyMac, Bartender, iStat Menus, Timing, Get Backup Pro, Disk Drill i… mógłbym tak wymieniać pewnie jeszcze przez godzinę.
Jak wspomniałem powyżej, obecnie w SetApp jest dostępnych 100+ różnych aplikacji z podgrup takich jak: lifestyle, creativity, dev tools, productivity, mac hacks, writing & blogging, education & research, maintenance, task managment i personal finance. Myślę, że jeszcze nie raz przeczytasz tu o SetApp w kontekście ciekawego oprogramowania, którym będę chciał się podzielić z tobą na blogu w ramach postów o ciekawych i użytecznych aplikacjach.

Dlaczego model abonamentowy (SaaS) osobiście bardzo mi odpowiada?

Powodów jest kilka. Jednym z nich jest to, że tak czy inaczej większość nowoczesnych aplikacji, których potrzebuję do pracy jest dostępna tylko w modelu abonamentowym. Co ma sens, szczególnie jak się prowadzi firmę i można sobie takie wydatki wrzucić w koszty prowadzonej działaności.
W przypadku aktualizacji aplikacji do nowej wersji, mogę sobie zazwyczaj tą nową wersję ściągnąć w ramach płaconego abonamentu – byłem miło zaskoczony takim faktem już kilkakrotnie. Co nie sprawdza się raczej w przypadku aplikacji dla których wykupiłem jednorazową licencję. Mam, na przykład taką jedną aplikację – to jedna z pierwszych aplikacji jakie kupiłem na MacOS – Pixelmator, która to właśnie niedawno doczekała się nowej odsłony pod nazwą Pixelmator Pro. Pewnie, gdyby aplikacja była dostępna w modelu abonamentowy to otrzymałbym dostęp do nowej wersji, jednak aplikacja jest dostępna jedynie w wersji licencyjnej. Co oznacza, że musiałbym znowu zapłacić pełną kwotę jednorazowo za kupno nowej wersji. W przypadku tej właśnie aplikacji zdenerwowało mnie to podwójnie. Dlaczego? Kupiłem pełną licencję na właśnie tą aplikację, po czym okazało się, że nie mogę jej zwrócić, choć ta wersją (nie Pro), którą kupiłem jest teraz o wiele tańsza. Stało się tak właśnie dlatego, że pojawiła się wersja Pro, która ma kilka dodatkowych fajnych opcji i cenę taką jaką zapłaciłem za jej uboższą wersję zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Myśle, że taką sytuacja nie miała bym miejsca w przypadku modelu SaaS.

Każdy oczywiście może mieć swoje zdanie jeśli chodzi o model SaaS (abonamentowy).

Jedni wolą wykupić licencję jednorazowo i ma to dla nich sens. Jednak niezaprzeczalnie model SaaS jest modelem przyszłości, w który wchodzi coraz więcej firm. Adobe na przykład zrobiło to już jakiś czas temu. Ma to sens w przypadku telefonów komórkowych, ma to sens w przypadku serwisów streamingowych zarówno video jak i muzycznych i ma to sens w przypadku oprogramowania. Dla firmy oczywiście jest to źródło stałego pasywnego dochodu. Użytkownikom natomiast daje to możliwość korzystania z bardzo drogiego oprogramowania – jak na przykład programy Adobe – za niewielkie, stałe kwoty w porównaniu do tego ile takie profesjonalne oprogramowanie kosztowało wcześniej w modelu licencyjnym.

Można zapewne dla niemal każdego płatnego czy licencjonowanego oprogramowania znaleźć alternatywne oprogramowanie OpenSource – przynajmniej jeśli chodzi o system Linux.

W przypadku MacOS nie zawsze jednak Open Source ma rację bytu. Tu dobrą alternatywa jest to co proponuje „sklep” SetApp i jest to moim zdaniem warte nawet więcej niż $10 i taka kwota jest dla mnie osobiście zupełnie akceptowalna do wydania miesięcznie na dostęp do pełnych wersji oprogramowania. Ja jestem w stanie ją bez problemu wcisnąć pomiędzy opłaty za Spotify, Netflix czy Github. SetApp pozwolił mi zaoszczędzić niemałe kwoty – Ulysses $4.99 miesięcznie czy DiskDrill $89 jednorazowo, czy Get Backup Pro około $19.99 jednorazowo i więcej. Jeśli to nadal cię nie przekonałem, to spróbuj sam za darmo przez 7 dni i sprawdź czy znajdziesz tam coś dla siebie.

Sprawdź czy SetApp jest dla ciebie.

/pic:macobserver and imazing

UWAGA: linki partnerskie

Korzystając z linków zawartych w tym tekście pomagasz w rozwoju bloga eObywatel, a tym samym doceniasz także moją pracę. Niektóre linki zawarte w tym poście są linkami partnerskimi. Nie oznacza to, że cena jaką zapłacisz będzie wyższa - nie zapłacisz więcej, a czasami wręcz korzystając z mojego linku otrzymasz rabat. W każdym razie to ty zdecydujesz czy kupisz dostęp do polecanego poprzez eObywatel.com produktu lub usługi kozystając z mojego linku. Jeśli tak będzie wtedy ja mogę liczyć na zniżkę na produkt czy usługę lub firma podzieli się ze mną procentem od sprzedaży. Zebrane w ten sposób środki pozwolą mi dostarczać ciekawy content i rozwijać eObywatel.com.
Z góry dziękuję za skorzystanie z moich linków!
@Pav

UWAGA: newsletter

Jeśli podobał ci się powyższy post, proszę rozważ zapisanie się do poniższego newslettera. Dzięki temu zwiększysz swoje szanse na otrzymanie kuponów zniżkowych na produkty i usługi o których będę czasami pisał na blogu eObywatel. Dzięki newsletterowi dowiesz się jako pierwszy o nowych postach na blogu oraz będziesz miał szansę na skorzystanie z ofert ograniczonych czasowo lub ilościowo. Nie będzie tego dużo, ale zapewniam, że będzie warto!
Dzięki!
100% NO SPAM POLICY.