Update – ten tekst został opublikowany pierwszy raz w 2014 roku. Został przeze mnie przeczytany i opatrzony niewielkimi poprawkami oraz wrzucony ponownie, ponieważ uważam, że jest całkiem fajny i może się spodobać komuś kto do niego dotrze. Miłego czytania!

Nie wiem czy zauważyliście, ale nastała Nowa Era!

Mogliście to przegapić w natłoku docierających do was nieustannie nowych danych. I tak, jesteśmy jej częścią, jako ludzie. Trochę to wszystko nas przerasta i pędzi tak szybko, że – jestem na 100% przekonany – nie ma na świecie ani jednego człowieka, który byłby w stanie nadążyć za zmianami jakie dzieją się na około… i do tego jeszcze to wszystko ogarnąć. Dlatego dzielimy się lub jednoczymy i próbujemy na swój sposób dostosować się do rzeczywistości która nas otacza.
Boimy się tych zmian i udajemy, że nadążamy, że nie ma to na nas wpływu. Każdy myślący człowiek dojdzie jednak kiedyś do wniosku, że nie chodzi o to żeby nadążyć, ale o to żeby wyprzedzić… Jeśli ktoś jednak do takiego wniosku nie dojdzie, to może oficjalnie uznać, że spędził swoje życie jako trybik w maszynie, czy to politycznej czy korporacyjnej, czy chociażby religijnej – hard topic – ale takie jest, życie. Jedni widzą w tym sens inni nie bardzo.

Mam „musk” – znaczy mózg, miało mi się napisać;)

Tak uważam, że każdy ma swój osobisty i niepowtarzalny mózg, dlatego nikogo do niczego (pod pistoletem…) nie mam zamiaru zmuszać, namawiać czy też przekonywać. Bo i po co? Każdy powinien myśleć za siebie – choć nie pochwalam ślepego podążania w jakimś kierunku – mózg powinien być otwarty;). Osobiście staram się w każdej sprawie jak najszybciej wyrobić sobie zdanie. Rozważam za i przeciw aby wyrobić sobie swoją osobistą i niepowtarzalną opinię na dany temat. Jeśli jednak ktoś potrafi mnie w racjonalny sposób przekonać do zmiany zdania, to jak najbardziej jestem je w stanie zmienić.

Tolerancja polega na…

Co to jest tolerancja? Nie wiem, to pojęcie jest dla mnie równie skomplikowane jak pojęcie „miłość”. Przecież nie wszystko jesteśmy w stanie tolerować, prawda? Ktoś kiedyś powiedział, że w przyszłości często role się odwracają i jeśli ty mnie dziś posądzasz o to, że jestem w jakiejś kwestii nietolerancyjny tym samym potwierdzasz, że ty również nie jesteś tolerancyjny – ponieważ nie tolerujesz moich poglądów na dany temat i próbujesz przekonać mnie do nich trochę na siłę… Koło się zamyka i paradoksalnie nigdy się nie domknie… Prawdopodobnie;)

Kosmici istnieją!

Wierzę, że życie zostało w jakiś sposób – nie wiem dokładnie jaki, bo nikt tego nie udowodniła (jeszcze?) – zapoczątkowane na Ziemi miliony lat temu. Ale w jaki sposób energia lub jakiś inny czynnik był w stanie sprawić, że ono powstało? Może kiedyś w jakiś wiarygodny sposób, jeśli uda nam się powtórzyć ten proces tworzenia życia z energii, dowiemy się jak. Możliwe jednak, że życie dotarło na Ziemię jak przysłowiowy pendrive – zostało tu wysłane aby skolonizować nadającą się do życia planetę przez inną cywilizację. Jak to się stało? A tak to, na przykład zamknięto w jakiejś kapsule biologiczny pendrive, jednokomórkowy w ilości…, powiedzmy dużej i wystrzelono go z planety zamieszkałej przez cywilizacje, która jest w stanie tworzyć takie mikroorganizmy jednokomórkowe, które w odpowiednich warunkach – rozbijając się na planecie, z takimi odpowiednimi warunkami – na drodze ewolucji mogą przystosować tą planetę do kolonizacji, stworzyć na niej potrzebne zaplecze. Wszystko jest zapisane w naszym kodzie DNA i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dlatego uważam, że musi istnieć jakieś inne życie gdzieś poza Ziemią, jeśli nie, to bylibyśmy strasznie samotni we wszechświecie… Jak o tym pomyślę, to mam ciarki;).
Druga kwestia – w zasadzie nie potrafimy się komunikować z żadnym gatunkiem żyjącym na ziemi – choć inne gatunki mogą rozumieć nasze polecenia, a my możemy w pewien ograniczony sposób odczytać zachowania innych gatunków. Jednak jak wyjaśnić choćby to, że my wykorzystując nasze mózgi jedynie w 10% nie jesteśmy się w stanie dogadać z delfinami, które wykorzystują swoje mózgi w (bodajże) 20%… Może po prostu delfiny stwierdziły, że nie warto z nami gadać bo jesteśmy kretynami? Cóż, prawdy się nie dowiemy, chyba że powie nam to jakiś delfin… Ale, ale wracając do puenty – to jak niby chcemy się dogadać z cywilizacją spoza ziemi – która zapewne przewyższa nas nie tylko technologicznie – skoro dotarli do nas pierwsi? Może oni też nie będą chcieli z nami gadać bo będziemy dla nich owcami i baranami – czytaj = będą z nas robić burgery i kebaby.

Ziemia…

Ziemia jest naszym domem, ale my jako gatunek ludzki jesteśmy strasznymi pasożytami i bólem w tyłku dla naszej Matki. Skupiliśmy się na pieniądzach, super z jednej strony napędzają one naszą cywilizację, pomagają w tworzeniu nowych technologi, ułatwiają życie itd. itp. Ale, jest też ale. Pieniądze powodują, że niszczymy planetę, jak na razie jedyne miejsce we wszechświecie, gdzie możemy przeżyć. Wyczerpujemy złoża, gdzie tylko się pojawimy pozostawiamy po sobie pustynię i śmieci – tony śmieci, których nie umiemy posprzątać i przetworzyć – dobrze, że trochę lepiej już jest w tej kwestii, ale nadal biednie.
Do tej pory uważaliśmy, że tam gdzie się pojawiamy stajemy się panami i możemy zrobić z tym miejscem wszystko. To bardzo zacofane podejście do życia. Powinniśmy bardziej starać się zintegrować z naturą i żyć z nią w zgodzie. Jesteśmy na tej planecie od niedawna, ale szkody jakie wyrządzamy są już prawie nieodwracalne (lub nieodwracalne – to zależy i przekanają się o tym dopiero kolejne pokolenia). Wielkie zbiorniki wodne są coraz bardziej zanieczyszczone, a drzew dostarczających nam tlen jest coraz mniej, ze względu na naszą gospodarkę rabunkową – chociażby. No i jesteśmy kretynami – po raz drugi – bo tylko my płacimy za to żeby żyć na ziemi – jakbym mógł polecieć na jakąś planetę gdzie nie musiał bym płacić za to że żyje byłoby super! I jeszcze raz o wodzie – to nie złoto, nie ropa, nie inne złoża kopalne są najcenniejsze – najcenniejsza dla nas ludzi jest woda. Darmowy dostęp do wody (nie licząc tlenu), czystej pitnej to podstawowa potrzeba człowieka, wręcz niezbędna mu do życia. A co my robimy? Korporacje przejmują ujęcia wody i sprzedają ją nam – tylko czekam aż tlen będzie wyceniony i albo będzie Cię stać na butle z tlenem, albo zdechniesz oddychając spalinami i innymi gazami nie koniecznie przystosowanymi do oddychania… Niszczmy dalej naszą planetę, dalej pobierajmy opłaty za życie na Ziemi – i sami odpowiedzcie na to pytanie, które tu postawie: Do czego to wszystko zmierza?

Co nas zastąpi?

Jesteśmy na dobrej drodze do stworzenia AI – sztucznej inteligencji, która nie będzie potrzebowała tylu rzeczy ilu „potrzebujemy my”. Po pierwsze nie będzie potrzebowała wody i jedzenia – bez tego będzie w stanie przetrwać, albo będzie potrzebowała do tego nieznacznych ilości w porównaniu do tego czego potrzebuje człowiek, żeby przeżyć. Nas wykończy rosnąca liczba ludzi, których trzeba wykarmić. Ciężko jest już teraz zaspokoić wygłodniałe masy ludzi, które żyją coraz dłużej, dzięki medycynie. Jesteśmy już w stanie hodować sztuczne jedzenie, nie pochodzące od natury i pewnie to nas utrzyma przy życiu jeszcze przez jakiś czas. Najgorzej będzie, jak zabraknie nam wody – po raz kolejny:), która będzie nadawała się do spożycia, a woda do której mamy dostęp już teraz, jest niezbyt dobrej jakości, choć jeszcze od biedy nadaje się do picia – mówię o naturalnych źródłach wody pitnej – nie o tym, że jest ona dostępna w supermarkecie w plastikowych butelkach;).

Nie mam dobrego rozwiązania problemów ludzkości.

Mógłbym jak politycy, nie myśleć dalej niż do końca kadencji, a przez czas w którym jestem na górze grabić jak najwięcej. Jednak czasem się zastanawiam, nad tym co pozostanie po mnie i moim pokoleniu? Jak będą żyły moje dzieci? Nie potrafię dostosować się do konsumpcyjności – ok lubię gadgety i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale też staram się wybierać jak najlepszy sprzęt, który będzie mi służył jak najdłużej – jeśli mnie nie stać to nie kupuję tańszej wersji, czegoś co miałoby mi to zastąpić na krótki czas. Nie rozumiem wymiany telefonu „bo chcę i wyszedł nowy model” co pół roku. Jednak w czasach, gdy produkty mają fabrycznie zapisaną informacje o tym ile mogą podziałać, jest to dość trudne, ale – jeszcze – do zrobienia.

Co ja robię, aby życie było lepsze nie tylko dla mnie, ale i dla przyszłych pokoleń? Cóż, nadal twierdzę, że za mało! Czy mogę to zmienić? Pewnie, że tak! Czy mi się uda? Nie wiem, ale będę walczył o to do końca!

Mam w głowie kilka pomysłów, które w jakiś sposób przekonują mnie do tego, że warto coś zrobić i warto o coś walczyć i czemuś się poświęcić, aby doprowadzić do tego, żeby było trochę lepiej. Może pomogę na swojej drodze ludziom, którzy chcą tego samego… Uważam, że mamy potencjał, zarówno jako ludzie jak i Polacy. Mamy moc sprawczą, choć nie jesteśmy jej pewni. Jedno wiem na pewno, nie ma co starać się dogonić innych, najważniejsze jest to żebyśmy to my zaczęli dyktować zasady i wbrew pozorom nie musi do tego służyć rozwiązanie siłowe – moim zdaniem w tym momencie największą siłę sprawczą ma nauka, technologia i biznes – w zasadzie sprowadzony do dostępu do odpowiednich informacji. Nie potrzebujemy kapitału, armii czy polityków do tego, żeby stać się przykładem narodu czy społeczeństwa, w którym duch nigdy nie umiera! Pokazaliśmy to już nie raz i pokażemy jeszcze nie jeden… Chyba, że ktoś zrobi z nas burgery, lub doprowadzi ludzkość do dehydratacji.