Update – ten tekst został opublikowany pierwszy raz w 2014 roku. Został przeze mnie przeczytany i opatrzony niewielkimi poprawkami oraz wrzucony ponownie, ponieważ uważam, że jest całkiem fajny i może się spodobać komuś kto do niego dotrze. Miłego czytania!

Chyba każdy w swoim życiu musi przejść pewne etapy. Szkoda tylko, że nie można załatwić tego szybciej, choć niektórzy mają takie „szczęście” – dlaczego w cudzysłowie? Właśnie w tym poście chciałbym się odnieść trochę co do tego „szczęścia”.

Mówi się, że biznes to ciężka praca.

Prowadzenie własnej działalności jako freelancer i na własną rękę może okazać się ciężkim orzechem do zgryzienia. Trzeba osobiście zajmować klientami, dostawcami i innymi współpracownikami  czy partnerami biznesowymi od których uzależnione są nasze usługi, oraz to czy i kiedy dostaniemy nasze wypracowane ciężką pracą zyski. Mógłbym rozpisać się również o księgowości – jeśli ktoś zdecyduje się prowadzić ją osobiście, czy też różnego rodzaju instytucjach państwowych o których musimy pamiętać  pracując na własny rachunek. Ale czy to już biznes? Czy można kogoś takiego nazwać przedsiębiorą? Otóż nie do końca. To moim zdaniem dalej pracownik, tylko pracodawca przerzucił na taką osobę wszystkie (niewygodne) obowiązki, pod przysłoną „jeśli zapłacę ci trochę więcej, to sam się tym zajmij”. To fajnie, myślisz sobie, będę zarabiał więcej i poczuję się panem swojego losu. Jednak jeśli coś ci się stanie i nie będziesz miał możliwości wykonywania dalej swojej pracy – Twój biznes znika. To nie jest prawdziwy biznes.

Co to jest „prawdziwy biznes?”

Prawdziwy biznes to moim zdaniem firma w której pracuje i dzieli się obowiązkami kilka osób. Prawdziwy biznes powinien działać dalej nawet jeśli Ciebie już nie będzie na tym świecie. Dopiero wtedy możesz poczuć się jak prawdziwy przedsiębiorca. Osobiście jeszcze nie jestem na tym etapie, etapie „prawdziwego biznesu” gdzie zatrudniam pracowników, ale konsekwentnie nad tym pracuję.

Alternatywa? Tak poproszę.

Możesz prowadzić biznes w domu. Ale musisz pomyśleć o czymś co będzie się toczyło bez Twojej bezustannej ingerencji. Możesz skorzystać z księgowości internetowej (jest kilka takich usług na naszym rodzimym rynku), która to będzie pilnowała twoich finansów, do których będziesz miał wgląd kiedy ci się to będzie podobało. Możesz zatrudnić PA(personal assistant), który zajmie się bieżącymi sprawami i w twoim imieniu załatwi wszystkie sprawy, tak abyś mógł w pełni zająć się swoim biznesem. A na koniec możesz znaleźć partnerów biznesowych z którymi poprowadzisz swoją firmę, która dzięki temu stanie się prawdziwym biznesem. To jest cel, który uświęca środki – Święty Graal, do którego powinien dążyć każdy, kto tak jak ja chciałby wprowadzić w życie laptop lifestyle.

Etap pierwszy.

Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że właśnie rozpoczynam wkraczanie w etap w którym muszę pomyśleć o zalegalizowaniu swojej działalności (stan na 2018 – prowadzę jednoosobową działalność już prawie 2 lata). Muszę przyznać, dość szczerze, że praca na „etacie” lub umowach o dzieło/zlecenie, które przerabiałem przez ostatnie kilka lat zupełnie mnie nie satysfakcjonowała. Korporacja w której pracowałem, ani nie była powiązana z moim kierunkiem studiów, ani z tym czym planowałem się zająć będąc jeszcze na studiach. Skończyłem studia, które miały zrobić ze mnie urzędnika państwowego – nie, nie administrację;). Nie będę o tym pisał, ponieważ zupełnie mnie to nie interesuje, jak i codzienna polityka, która też jest z tym kierunkiem (nieszczęsnym) związana.
Korporacja o której wspomniałem była korporacją bankową (parabankową) w której nie robiłem nic co przynosiłoby mi satysfakcję.

Moja ścieżka…

Jak byłem mały, przez to, że moi rodzice (i wszyscy dookoła) zachwalali pracę dla firm państwowych i ja złapałem taką zajawkę – pomyślałem, że to super fajne i stabilne i respekt masz. No i się przejechałem. Studia tak mi obrzydziły politykę/administrację, że nawet się nie orientuję jakie dokładnie mamy partie w PL – trochę wstyd to przyznać, ale niestety;). Ok, wiem coś tam o jakiś głównych, które są w radiu, gazecie, internecie i wszędzie, gdyż jak zwykle „drą ze sobą koty” a na siebie „mordy”. Myślałem naiwnie, że jak wkradnę się do jakiejś partii i utoruję sobie drogę na szczyt, to będę mógł coś zmienić – na szczęście nie zapisałem się do żadnej partii;). Muszę niestety, użyć kolokwializmu „gówno prawda”. Politycy i polityka jest brudna i nudna, a w naszym kraju tym bardziej, choć (chyba?) nigdzie na świecie nie jest dobrze rozwiązane zarządzanie społeczeństwem. To moloch, który nie zmieni nic, bo nie ma takiej mocy – ani chyba potrzeby. To kukiełki w teatrzyku, aktorzy, którzy są opłacani do tego aby grali swoje role. Zazwyczaj są to bardzo kiepscy aktorzy, którzy są opłacani przez społeczeństwo, które to naiwnie wierzy w to, że mogą oni coś zmienić jak się ich wybierze. Dlatego raczej nie chodzę na wybory – tak wiem, lepiej wrzucić pusty głos – ale szkoda mi czasu, żeby wrzucić nawet tan pusty głos. A samo chodzenie na wybory, potwierdziło by również to że chcę mieć coś wspólnego z niewydolnym systemem politycznym w naszym kraju, a nie chcę. Zupełnie mnie to nie interesuje, choć czasem ponarzekam na politykę – w końcu co nieco o tym wiem, zmarnowałem jakieś 5 lat na naukę o tym nikomu nie potrzebnym i niewydolnym organizmie, który nie zmienił się od wielu lat. Jak pojawi się tam ktoś z głową, nie błazen, nie aktor a polityk z powołania, który coś zrobi dobrze, to może coś zmienię w mojej kwestii chodzenia na wybory, ale NIKOGO takiego w obecnej chwili nie widzę.

Banki

Kolejną moją fascynacją były banki. Gdyż banki rządzą politykami – tak mi się przynajmniej wydawało. Ok, nie koniecznie mi się tak wydawało, ale jest to kolejny etap mojej edukacji. Pieniądz rządzi światem! A gdzie są pieniądze – no przecież w banku;). No tak polityka i banki są ze sobą ściśle związane. Szczególnie dobrze widać to w systemie amerykańskim. Jednak praca w banku nie przyniosła mi spodziewanej satysfakcji, chociaż pozwoliła poznać system i ogólne działanie tego syfu. Tak wiem jest to w naszej obecnej sytuacji syf jak i polityka nie do uniknięcia (choć teraz blockchain może coś wnieść – update 2018). Ten etap skończyłem, aby przejść do kolejnego…

Biznes

Biznes to coś co daje prawdziwą wolność i niezależność. Ok, to też nie do końca prawda, ale najmniejsze zło z możliwych w obecnych warunkach i na miarę obecnych możliwości społeczno-polityczno-gospodarczy w jakich przyszło nam się żyć.

A teraz uwaga!

Podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami – to moje najbardziej osobiste i skrywane przed światem – do tej pory – przemyślenia. Mam nadzieję, że otworzą one oczy osobom, które jeszcze tego nie wiedzą i nie widzą. Dopuszczam oczywiście inne zdanie osób, które mają rodzinę na utrzymaniu (choć ja już też mam tą rodzinę – update 2018), lub nie mają takich możliwości, jakie ja miałem i jakie sobie stworzyłem, przy nieocenionej pomocy – głównie – mojej rodziny. Uważam, że ludzie mogą mieć różne sytuacje w których muszą robić to co muszą i nie mogli by sobie pozwolić na coś takiego jak ja sobie pozwoliłem, choć nie obeszło się i w zasadzie jeszcze nie do końca się obchodzi bez wyrzeczeń, to jednak warto było poświęcić ostatnie 2-3 lata na dotarcie do tego etapu. To co chcę wam powiedzieć to:

Polityką żądzą banki a bankami rządzi biznes, który rządzi polityką.

Zajęło mi to trochę czasu aż do tego doszedłem. Dzięki kilku ciekawym źródłom informacji – które zaczęły się, od może niezbyt górnolotnego autora książek Roberta K., ale to on pokazał mi ten inny świat i dodał ostatni element układanki. Może jeszcze nie mogę pochwalić się spektakularnym sukcesem w biznesie, gdyż ciągle się go uczę i jak na razie było więcej porażek niż wzlotów, ale sukcesywnie brnę do przodu i nie boję się upadków i zbitego kolana. Z każdej sytuacji jest wyjście.
Oczywiście świat bez pieniędzy byłby piękny, ale to utopia, do której ludzkość jeszcze nie dojrzała – patrz Star Trek. Jedynym słusznym celem do którego obecnie w świecie w jakim żyjemy opłaca się dążyć, żeby godnie przeżyć życie jest posiadanie biznesu lub ewentualnie pomoc w rozwoju biznesów. Nawet jeśli miałby być to niewielki „interes”, to jest to coś czego powinniśmy uczyć nasze dzieci. To jest coś do czego powinniśmy zmuszać naszych polityków i banki, do wspierania przedsiębiorczości i rozwoju biznesów. To jest to czego powinniśmy uczyć się w szkole i na studiach.

Konkluzja

Rozpisałem się, wiem. Nie wiem, czy przedstawiłem to wszystko na tyle jasno i czy zostanę dobrze zrozumiany. Chciałem się jednak z wami podzielić moim tokiem myślenia i mam nadzieję, przekonać was do jego słuszności. Nie każdy musi zostać biznesmenem, ale dobrze jakbyśmy zmienili nasze myślenie – biznesmeni to nie kombinatorzy (no przynajmniej nie kombinują źle;P), to przyszłość, dzięki której możemy zmienić świat. Nie rozumiem myślenia rządu PL i robienia z nas „chińczyków europy”, choć cieszę się ze wzrostu gospodarczego, to byłby on o wiele większy, gdyby nasi politycy i banki umożliwiły naszym przedsiębiorcom lepszy start, wprowadzili mniejsze podatki, umożliwili rozwój, lepsze wsparcie starupom. Jeśli chcemy liczyć się na arenie międzynarodowej musimy to zrozumieć, że nie zdobędziemy tego tanią siłą roboczą, a już na pewno nie „eksportowaniem naszych obywateli” jako taniej siły roboczej do innych krajów. Dawanie ryby zamiast wędki nigdy nie było dobrym pomysłem. Ja nie cieszę się z tego, że Amazon otworzy magazyn w którym będą pracowali Polacy, a zyski będą wyprowadzane z naszego kraju – cieszyłbym się, gdyby Amazon był polską firmą! To samo dotyczy innych zakładów przemysłowych, czy państwowych przedsiębiorstw, które zostały sprzedane za grosze firmom zagranicznym i cały zysk, no dobra 60-90% tego co wypracują polscy pracownicy jest wyprowadzanych do krajów pochodzenia firmy (na przykład: Orange – Francja).
Nie wyczerpałem tematu – będę go zgłębiał i dzielił się z wami moimi ekonomiczno-społeczno-politycznymi spostrzeżeniami. Jeśli coś jest nie jasne, zapraszam do dyskusji w komentarzach. Czy ktoś zaakceptuje wyzwanie?